Partnerzy

 

Mieszczuchy w drodze.  Dziura w pracy czy… dziura w głowie?

Pomysł

Nie jesteśmy wytrawnymi podróżnikami, nie jesteśmy backpackerami, nie jesteśmy ludźmi, którzy kochają góry, łąki i lasy aż tak bardzo, aby cały godzinami łazić po nich w strugach deszczu i w porywistym wietrze. Jesteśmy zwykłymi, codziennymi ludźmi "z miasta” - dziećmi komercji. Parą, która korzystając z dobrodziejstw komercyjnego świata jednocześnie wkurza się na jego "niedobrodziejstwa". Jesteśmy, tak jak wielu innych, "uwikłani" w wygodne, ale ograniczające nas zasady rządzące karierą zawodową i pracą w korporacji. Praca sprawia nam wiele frajdy, dużo się uczymy, ale boimy się, że jak juz wpadniemy w „tryby machiny” to ciężko się będzie wydostać... W sumie to już wpadliśmy i to zaraz po studiach. Praca w korporacji nigdy nie była naszym marzeniem. Jakoś tak wyszło, a później nawet okazało się, że nieźle nam idzie:) Nie chcemy dla pracy rezygnować z marzeń i ŻYCIA. Bo co to za życie - 8-19 w biurze. W weekend jakiś klub, zakupy, może niedaleki wyjazd i...znowu poniedziałek. Raz w roku urlop. Egzystencja. Mamy wrażenie, ze mając po dwadzieścia-kilka lat za dużo życia ucieka nam przez palce. Koniec, basta, finito, the end. Klamka zapadła. Jedziemy dookoła świata. Na rok. Albo i dłużej. To się okaże. Szalony pomysł? Nieodpowiedzialny?

W tym szaleństwie jest metoda. Chyba…

Podobno około 30% internautów przynajmniej raz myślała o takim wyjeździe. My nie tylko pomyśleliśmy, ale chcemy naprawdę to zrobić. Tak naprawdę, to na początku planowaliśmy wyjazd na dłuższy urlop do Indii. Ale jak zaczęliśmy liczyć, kombinować, to stwierdziliśmy, że „jak już być w Indiach to nie „wpaść” do, na przykład, Indonezji to grzech”. Jak zaczęliśmy dyskutować, mówić o marzeniach, tak skończyliśmy na podjęciu decyzji o wyprawie dookoła świata. Jak się bawić to na maxa :)


Jak popytasz znajomych, to spora ich część chciałaby pojechać, ale…no właśnie zawsze znajdują jakieś ale. Kredyt na mieszkanie, na samochód, pies, rybki itd. A tak naprawdę wszystko jest „do ogarnięcia” – jeśli tylko się tego chce. Zawsze znajdzie się sposób, rozwiązanie. Mieszkanie możesz wynająć, samochód sprzedać, psa dać na przechowanie. Tak, wiemy– lokatorzy zniszczą mieszkanie, nie po to kupowałeś auto , żeby je teraz sprzedać, a pies będzie tęsknił. Słyszysz się? To są tylko wymówki!


Jeśli naprawdę chcesz coś zrobić to zrobisz to. My chcemy. I nikt nie mówił, że będzie łatwo. Skąd wziąć pieniądze, jak zorganizować wyjazd, gdzie w ogóle chcemy jechać, po co, kiedy jechać, jaki sprzęt zabrać, co z wizami, co z robotą?

 

No właśnie co z robotą?

Hmmm…no trzeba będzie rzucić. Polskie prawo daje pracownikom taką możliwość. Serio! To się nazywa wy-po-wie-dze-nie J Piszesz, że wypowiadasz umowę i po sprawie. Różnych mamy szefów, różne sytuacje w pracy. My, na przykład, ze względu na "kwestie zawodowe", póki co, wszystko co robimy, robimy anonimowo...Wolimy nie testować szefów gdy powiemy im – „jedziemy dookoła świata, bierzemy urlopy, wpadniemy z powrotem, za rok, może półtora” :) Ale znamy ludzi, którzy rozmawiali ze swoimi przełożonymi, a oni zrozumieli, zazdrościli i zapowiedzieli, że chcą być pierwszymi osobami, z którymi skontaktują się po powrocie, po to, żeby…podpisać nową umowę. I są pierwszymi, którzy śledzą i komentują bloga.
Nawet jeśli Wasz szef nie jest tak wyrozumiały, to czy pomyśleliście o tym jakie to doświadczenie – taki wyjazd? Ogromne. Wielki projekt, wielkie wyzwanie, wielkie doświadczenie. Przed wyjazdem i w jego trakcie uczysz się i wykorzystujesz – i tu uwaga – korpo-mowa – zarządzanie czasem, zarządzanie dostawcami, project-management, zarządzanie kryzysem, zarządzaniem budżetem, zarządzanie ryzykiem… Brzmi znajomo?

 

Podejdziemy do tego korporacyjnie.

Przygotowania rozpoczęte. Zrobiliśmy biznes plan. Wiemy do jakich krajów jedziemy, ile tam chcemy zostać, ile kosztuje życie w poszczególnych krajach, jakie są koszty transportu, co chcemy zwiedzić. Wiemy kiedy jechać biorąc pod uwagę kierunek – zgodnie ze wskazówkami zegara lub przeciwnie – oraz biorąc pod uwagę pory roku i pogodę. Wiemy ile nas to będzie kosztować, kiedy będzie nas stać na wyjazd przy pewnych założeniach oszczędności. Mamy zrobioną trasówkę z informacjami o poszczególnych krajach (ot takie drobnostki jak ramadan w krajach arabskich, czy możliwość robienia zdjęć na tle mostów w Chinach). Mamy plan działań, dzień po dniu, tydzień po tygodniu, miesiąc po miesiącu. Szkolenie z Excel’a naprawdę się przydajeJ Mamy listę rzeczy do zabrania. Powoli kompletujemy sobie sprzęt. Cały czas śledzimy informacje ze świata – sytuacja polityczna itp. Non-stop „siedzimy w necie” szukając informacji o krajach, o ciekawych miejscach. Neta i kompa mamy już dosyć.
 

Włączyliśmy w sobie ciekawość. Teraz każda informacja może nam się przydać - wszystko co może mieć związek z wyjazdem - program w telewizji, wiadomości ze świata, pogoda na świecie, ciekawa inicjatywa, informacje o firmach. Nie chcemy przecież znaleźć się w Peru podczas pory deszczowej i zjechać z urwiska w lawinie błotnej, ani trafić gdzieś na konflikt zbrojny. Jedziemy na wyprawę po doświadczenie, ale też po to żeby się dobrze bawić!

 

Ale to przecież kosztuje…

…i to nawet sporo w naszym przypadku J Oczywiście wszystko zależy od formy wyjazdu. Można pojechać rowerem, autostopem, na gapę,  polecieć samolotem. Forma zależy tylko od Ciebie i od tego co Cię kręci. Tak czy owak jakieś pieniądze są potrzebne – sprzęt, wizy i szczepienia niestety kosztują.


Nasz wyjazd nie kosztuje mało (są tacy, którzy wyjechali za naprawdę śmieszne pieniądze). Ale też udając się na wyprawę życia, nie chcemy z niczego rezygnować tylko dlatego, że nie mamy na to kasy. Założyliśmy osobne, wysokooprocentowane konto – bez karty debetowej, z możliwością tylko jednego przelewu w miesiącu – mniej kusi. Odkładamy tam każde drobne. Uwierzcie – nieodczuwalnie odłożyła się tam już jakaś sumka. No wiadomo – są wyrzeczenia. Nie będzie dżinsów z Diesla, a jedzenie tylko „na chacie” J Nałożyliśmy na siebie ścisły rygor finansowy. Kupujemy tylko to co naprawdę niezbędne. Jednym słowem – zaciskamy pasa i oszczędzamy. Dodatkowo, a może przede wszystkim, liczymy na sponsorów, dla których mamy ciekawe propozycje. Nie chcemy darowizny. Oferujemy współpracę. Opracowaliśmy kilka pomysłów na promocję marek sponsorów, mamy konkrety, marketing nie jest nam obcy. Zdobyliśmy patronaty medialne (gazeta.pl, odyssei.com, gapyear.pl), które z jednej strony dają nam możliwość utrwalenia naszej wyprawy, zdobycia doświadczenia podczas współpracy z mediami, „pochwalenia” się projektem, są świetnym sposobem na kontakt ze światem i bliskimi, a z drugiej strony, zapewniają nam rozgłos. A rozgłos to coś, co sponsorzy lubią najbardziejJ Zrobiliśmy listę sponsorów. Maile ślą się gęsto. Wierzymy, że ktoś uzna, tak jak i my, że na takiej wyprawie można naprawdę nieźle wypromować swój produkt czy markę. Zainteresowanie podróżami, gapyear i career break jest ogromne i rośnie (vide 30% internautów, o których wspominaliśmy wyżej). Dodatkowo – jesteśmy otwarci na wszelką współpracę. Jest niewiele rzeczy, na które się nie zgodzimy J Współpraca ze sponsorami to także kolejne doświadczenie.

 

No dobra, ale co, gdzie i jak – czyli forma wyprawy

Nasza Wyprawa nie będzie miała charakteru czysto backpackerskiego. Jesteśmy dziećmi komercji, w takich warunkach się wychowaliśmy, tak żyjemy i...tak nam dobrze, wiec i wyprawa będzie miała taki charakter. Wykupujemy bilety lotnicze typu RTW - gdzie z góry płaci się za bilet, wskazując państwa i orientacyjne daty lotów. Duże koalicje linii lotniczych takich jak OneWorld czy StarAlliance mają w swojej ofercie takie bilety. Różnią się ilością możliwych zatrzymań, ilością kontynentów do odwiedzenia, ilością mil do przebycia. Są też agencje turystyczne, które „montują” takie wyjazdy, łącząc bilety RTW dużych koalicji z biletami tanich przewoźników regionalnych, biletami autobusowymi czy promowymi.

 


W poszczególnych krajach nie będziemy przemierzać nieprzebytych szlaków i rozdziewiczać miejscówek kempingowych - hotele klasy turystycznej, zorganizowane kempingi - to cos dla nas. Mimo całej tej „komerchy” i „mieszczuchowania” -  nie zakładamy wykupywania żadnych wycieczek, safari, nurkowań, odwiedzania przygotowanych dla turystów pseudo-oryginalnych wiosek tubylców. Chcemy poznać świat bardziej z perspektywy obserwatora kultur niż z perspektywy "japońskiego turysty".  Chcemy stać się częścią odwiedzanych krajów, poznać je takimi, jakie są, a nie przygotowanymi dla turystów. Dlatego też hasło naszej wyprawy to „mieszczuchy w drodze”, a nie „zwiedzić jak najwięcej - wydać jak najmniej” albo „wejść jak najwyżej, zmoknąć jak najbardziej – spać jak najmniej wygodnie”.


Trasa.

Wstępnie ustalona.


Na trasie naszej wyprawy znajdują się Chiny - zobaczymy Pekin i Wielki Mur Chiński, następnie pojedziemy pociągiem do Lhasy, stolicy Tybetu. Kolejnym przystankiem będą Indie - New Delhi i Mumbay. Stamtąd samolot zabierze nas do Kambodży gdzie zobaczymy stolice oraz świątynie Angkor Wat. Z Kambodży już niedaleko do Malezji - Kuala Lumpur i sławne Petronas Towers. Wpadniemy też na wyspę Jawa. Zwiedzimy także wschodnie wybrzeże Australii- Brisbane, Sydney. Nowa Zelandia to kolejny punkt do odwiedzenia. Następnie czekać na nas będą piękne wyspy Polinezji Francuskiej, Fidżi i Wyspy Cooka. Peru - stolica i Machu Picchu to kolejny punkt wyprawy. Później kilka godzin lotu do Rio de Janeiro w Brazylii. Meksyk to kolejna atrakcja na trasie - Cancun i Acapulco. Do USA to już żabi skok - Zachhodnie i Wschodnie wybrzeże, północ i Niagara, gdzie przekroczymy granice z Kanada. Następny przystanek to już Warszawa.



Tak trasa wygląda "z grubsza" dla potrzeb wykupienia biletu RTW. Na trasie pojawią się inne kraje, do których dostaniemy się drogą lądową. Ciężko przewidzieć i zaplanować wszystko teraz, wiec cala droga zweryfikuje się sama podczas wyprawy. Na pewno będą miejsca , które zaskoczą nas negatywnie i szybko je opuścimy , na rzecz miejsc, które urzekną nas i przyciągną na dłużej. Po drodze pewnie okaże się, ze warto zobaczyć jeszcze kilka innych rzeczy, a niektóre odpuścić w ogóle.

Pakujemy wiec nasze miejskie ciuchy, zakładamy conversy i....w drogę.

 

Zapraszamy do śledzenia naszych poczynań na serwisie Kolumber.pl (http://kolumber.pl/u/mieszczuchy) serwisie blogspot (www.mieszczuchy.blogspot.com) oraz do odwiedzenia naszej strony dotyczącej wyprawy www.mieszczuchy.republika.pl

 

3majcie za nas kciuki!

 

Mieszczucha i Mieszczuch ;)